Artykuły na portalu www.wieszjak.pl.
Jesteśmy w okresie, w którym przed nami wiele ciekawych wydarzeń. Nie mam tu na myśli wydarzeń politycznych, nawet społecznych, a dotyczą one tradycji obchodzonych od wielu, wielu lat, które sięgają naszych korzeni. Są to między innymi Andrzejki, św.Mikołaj, dzień Wigilijny, Święta Bożego Narodzenia, Nowy Rok oraz przez wielu oczekiwany Sylwester. Czy oczekiwany? Może lepiej użyć słowa okrzyczany! Jak wiemy można wiele powiedzieć na temat wyżej wymienionych tradycji: skąd przyszły, jak powstały, czego i kogo dotyczą itp. Na te tematy obszernie rozpisują się nie tylko wszelkiego rodzaju czasopisma, ale i dzienniki. Dlatego nie będę powielać tych wiadomości w tym artykule. Natomiast podam dziś kilka rad, wskazówek jak sobie można samemu powróżyć, zbadać przyszłość itp.
Wróżb jest tak wiele ile tradycji ma dany region czy kraj. Podam kilka znanych, a może i nieznanych wróżb, które bezpiecznie można wykonać w wigilię św. Andrzeja, czyli 29 listopada.
W średniej wielkości misce (najlepiej odpornej na wysokie temperatury) nalać zimnej wody do pełna, lecz aby się nie wylewała. Należy przygotować patyczki z gałązek drzew (nie gotowe szaszłykowe a takie jakie stworzyła natura). Każdy uczestnik ma po 3 patyczki dla siebie. W garnku emaliowanym rozpuszczamy wosk (może być stopiony ze świec) i po rozgrzaniu osoba, która sobie zadała pytanie przelewa go na patyczki ułożone i skrzyżowane na wodzie. Wosk zastyga i wówczas delikatnie za patyczki go się wyjmuje i na ścianie jednolitego koloru (można powiesić papierową tablice) bada się cień i szuka odpowiedzi. Kiedy to się spełni wskazuje wosk, który pozostał w misce i nie skleił się z patyczkami. Jeśli nie ma żadnej pozostałości oznacza to, że jeszcze w tym roku lub na początku następnego. Ilość oddzielnych grudek pozostających w misce wskazuje na lata nie na miesiące. Interpretacja jest bardzo ważna, gdyż z cienia, który uzyskamy na ścianie, obracając figurę w różne pozycje możemy wiele wywróżyć. Zasada: nie należy przygotowywać się praktycznie tzn. robić próby wcześniej. Do tego nie trzeba nauki a skupienia o dobrej interpretacji. Nie zachowujemy figury dla pamięci bo gdy się rozleci - rozpadnie się efekt i wróżby. Np. wywróżono sobie małżeństwo. Wyszło, że tak. Spełniło się, ale pozostawiony wosk, który po czasie zaczął zawadzać lub się rozpadł i... małżeństwo w taki czy inny sposób też się rozpadło. To są przesądy? Może i tak, ale to są wskazania do wróżby a kodowaniem się jest silna afirmacją, która się sprawdza. Dlatego dokładnie zbiera się wosk z patyczków, wrzuca ponownie do garnka, zbiera się wszelkie resztki z wody i nastepna osoba kładzie na wodzie patyczki (wodę można każdorazowo wymienić, wosku nie) i topi wosk a potem przelewa na swoje patyczki. Są też inne techniki lania wosku, np. przez ucho od klucza czy inne przedmioty, ale to są już zupełnie inne metody i nie należy ich mieszać, aby wróżba była pewna. Wróżenie rozpoczyna się, kiedy zapanuje mrok i jest konieczne zapalenie światła.
Podobną techniką do lania wosku jest tak zwane palenie papieru. Szykujemy czysty papier o formacie A5 czyli szkolnego zeszytu. Każdy uczestnik ma swoją kartkę. Wróży się raz, nie należy wróżyć kilka razy, bo to inny temat. Wybrać taki temat aby wróżbę wykonać raz. Można powróżyć inną techniką na dany temat (jeśli nie pasuje on do palenia papieru) np. lanie wosku. Ale nigdy nie powinno się wrózyć jedną technika na kilka tematów.
Bierzemy i kładziemy na stole podkład a na nim ustawiamy porcelanowy talerzyk do góry dnem. Talerz może mieć jedynie złoty brzeżek o ile wróży panna czy kawaler i dotyczy zamążpójścia. W innych przypadkach taki talerz musi być czysto biały. Na tym talerzu (na górnej części) układamy własnoręcznie pogięty papier. Gdy gniemy papier cały czas myślimy o pytaniu. Papier zawsze zapalamy z jednej strony za pomocą zapałki, każdy ma oddzielną zapałkę dla siebie. Po spaleniu się papieru (nie podpalamy dodatkowo gdy całość się nie wypali). Podnosimy talerz z papierem i oglądamy cień na ścianie. Gdy się nie wypali cały papier - wróżba się nie spełni, lub z licznymi oporami (o ile cień da odpowiedz jednoznaczną). Jednak tu należy uważać. Gdy papier po spaleniu spadnie z talerza oznacza to, że z naszej winy wróżba nie jest możliwa do spełnienia a jeśli spadnie podczas palenia oznacza ostrzeżenie aby uciec od tematu. Jeden i ten sam talerz może służyc kilku uczestnikom wróżby. Nie palimy w jednym pomieszczeniu równocześnie papieru na dwóch talerzach, gdyż to rozprasza skupienie osoby, która sobie wróży.
Uczestnicy stają jeden za drugim, przylegając butami na długość siebie i kolejno przechodzą do przodu, kto z uczestników pierwszy wyjdzie za próg drzwi ten z tego grona zmieni stan cywilny. Wróżą tylko ludzie wolni. Nawet jeśli małżeństwo jest w rozpadzie, a nie ma oficjalnego rozwiązania związku, nie należy wróżyć gdyż wtedy cała wróżba nie sprawdza się. Zamiast ustawiania się kolejno za osobą, można zdjąć buty i własnoręcznie je przemieszczać. Nie wolno brać butów nieobecnych do wróżby. Wówczas wróżba przemienia się w bardzo istotną lecz niewskazaną tematykę. Kto pierwszy zejdzie z teog świata i przejdzie do innego wymiaru. Wróżbę dotąd stawiamy, aż ostatnia osoba nie wyjdzie za drzwi tzn. gdy było pięć osób, jedna wyszła to pozostałe dalej wróżą, ale rozpoczynaja od miejsca, z którego zaczęła się poprzednia wróżba.
Bierzemy biały papier, tniemy go na małe kawałki tworząc losy. Po napisaniu na każdym kawałku innego imienia, zwinąć je w rulonik. Jeden z losów należy pozostawić pusty. Ten pusty los oznacza, że nie będzie żony czy męża. Poza tym tworzymy jeszcze losy z: literą X (imię nie zostało zapisane na losach), Y (uważaj będzie kilka małżeństw), Z (zakon). Tak przygotowane kartki idąc spać kładziesz pod poduszką i rano zaraz po obudzeniu się wyciągniesz jedną z kartek. To własnię to imię, które będzie miało znaczenie. Jeśli jednak zapomniałeś i wstałeś a potem wróciłeś po kartkę osoba ta nie jest ci znana, jeśli wykonałeś poranną toaletę przed wyciągnieciem - osoba ta sama zawinie na ciebie "haczyk" i oznacza udane małżeństwo, ale jeśli zjadłeś śniadanie będziesz gonić za upatrzoną osoba, ale małżeństwo się rozpadnie. Po wróżbie resztę losów zwyczajnie wyrzuć.Nie stanowi to żadnego przesądu.
Rano w dzień Andrzeja, gdy wyjdziesz z domu, napotkanego mężczyzna (kobietę) zapytaj o imię, takie imię będzie nosić twój wybrany (wybranka). Nawet jeśli zobaczysz przez okno trzeba wiedzieć imię, bo następne już nie ma wartości. Dlatego staraj się nie stwarzać sytuacji, w której nie będziesz mógł dowiedzieć się imienia. Masz pytać sam i bezpośrednio, nie - a ja nie wiem jak on ma na imię, bo to sąsiad itd. Masz po prostu zapytać. Ważna jest pierwsza osoba i o tym pamiętaj.
W wigilię Andrzeja należy wyjść wieczorem na dwór i zerwać gałązki (po trzy sztuki) z drzew: wiśni, jabłoni, kasztana, lipy, i inne dowolne z dwóch drzew. Wstaw każdego rodzaju po trzy gałązki do wazonu (każdy rodzaj w oddzielnym wazonie po trzy sztuki). Gdy woda będzie ubywała uzupełniasz. Gałązki stoją do Wigilli tj. 24 grudnia. W owym dniu patrzysz z rana, które gałązki puściły pędy. Powinny puścić wszystkie trzy, ale te pędy mogą się pojawiać też wcześniej - to nie ma znaczenia. Po prostu 24 grudnia mają mieć listki. Jeśli jedna gałązka z wazonu puściła pędy oznaczać to będzie realizację ale po wielu trudach. Jeśli dwie - szczęście w tym temacie jest blisko, ale trochę się odwlecze, natomiast jeśli wszystkie trzy - szczęście i realizacja pewna. Nie wolno losowi pomagać np. dodawać nawozu.
To tyle o kilku wróżbach. Jest ich setki a nawet tysiące, ale to na razie wystarczy. Dobrze jest stawiać wszelkiego rodzaju kabały, wyrocznie (zwłaszcza karty tarota). Pamiętajcie - zaczynamy już od 16 godziny.
Lilith Black Moon
podstaw kabalistycznego poglądu na świat leżą trzy podstawowe idee, od których należy zacząć nasze rozważania. Są nimi siła, forma i świadomość. Słowa te Kabała pojmuje abstrakcyjnie, co mogą zilustrować następujące przykłady:
W tych wszystkich przykładach mamy coś, co powoduje zmianę ("siła") i coś, co powoduje, że ta zmiana dzieje się w określony sposób ("forma"). Bez wgłębiania się w szczegóły, wśród powyższych przykładów możemy wyróżnić:
Mimo, że podaliśmy dwa różne rodzaje przykładów, kabaliści nie widzą między nimi zasadniczej różnicy. Dla nich siły, które zmieniają świat przyrody, odpowiadają, na innym poziomie, psychologicznym siłom każącym nam zmieniać świat i siebie samych; bez względu na to, czy siła pochodzi z przyrody, czy od człowieka, wywodzą się z tego samego: ze świadomości.
Podobnie, istnieją formy, których muszą przestrzegać materialne składniki naszego świata (prawa fizyki), jak i formy, które tworzą ludzie (składnia języka, reguły gry) i zarówno te, jak i te są zakorzeniona w tym samym - świadomości.
W Kabale przyjmuje się za aksjomat istnienie pierwszej przyczyny, która leży u podstawy wszystkich przejawów siły i formy. Tę pierwotną przyczynę, z braku lepszego słowa, nazwałem świadomością.
Świadomość jest niedefiniowalna. Odczuwamy ją w różny sposób - czasem jesteśmy szczęśliwi, czasem zmieszani, czasem źli, czasem chłodni i zdystansowani - lecz wszystkie te słowa opisują jedynie przejawy świadomości. Możemy próbować zdefiniować świadomość w oparciu o nie, lecz będzie to równie użyteczne jak próba definiowania oceanu poprzez opis fal. Każdy, kto podejmie próbę zdefiniowania świadomości, wyjdzie tamtędy, którędy wszedł. Mamy mnóstwo słów opisujących przejawy świadomości - myśli, uczucia, wierzenia, pragnienia, motywy i tak dalej - lecz niewiele słów opisujących stany świadomości, które leżą u korzeni pojawienia się tych objawów. Mamy mnnóstwo słów opisujących powierzchnię oceanu, brakuje nam tych, które opisywałyby jego głębię. Kabała daje nam właśnie to słownictwo, które opisuje owe stany świadomości leżące u podłoża jej przejawów, a jednym z celów tych notatek jest wyjaśnienie tego słownictwa, nie poprzez definicje, lecz bardziej przez metaforę i analogię. Jedynym sposobem zrozumienia znaczeń tego słownictwa jest osiągnięcie tych stanów świadomości w sposób kontrolowany i zaplanowany, zaś Kabała daje nam praktyczne metody uczynienia tego. Pierwotnym założeniem kabały jest to, że istnieje pierwotny, czysty, niedefiniowalny stan świadomości, który przejawia się jako interakcja pomiędzy siłą a formą. Jest to esencja kabalistycznego poglądu na świat i właściwie wszystko, co powiem od tej chwili, będzie opierało się na tej triadzie świadomości, siły i formy. Świadomość pojawia się najpierw, lecz jest ukryta wewnątrz wiecznego dualizmu: jest z nią związana energia, która powoduje zmianę (siła) oraz zdolność do ograniczenia tej energii tak, aby przejawiła się w ściśle określony sposób (forma).

Co otrzymujemy ze złączenia siły i formy? Czy w tej trójcy kryje się jakiś potencjał, który może się zamanifestować? Tak. Jeśli mamy wierzyć współczesnej fizyce, to otrzymamy materię i świat fizyczny. Kosmologiczny model Wielkiego Wybuchu - czystej, nieprzetworzonej energii, która przyjmuje potem podstawowe formy tworząc ciała niebieskie, jest w wielu miejscach bardzo podobny do kabalistycznego spojrzenia na pochodzenie świata. Jednak to, o czym mówi Kabała (a współczesne fizyka zdecydowanie nie) to to, że materia i świadomość są uczynione z tego samego, różnią się jedynie poziomem strukturalnym - materia jest świadomością tak silnie ujętą w formy, ukształtowana i ograniczoną, że jej zachowanie da się opisać przy pomocy prostych praw fizyki. Pokazuje to kolejny rysunek. Pierwotna zasada czystej świadomości jest równoważna idei "Boga".

Graf z rys.2. jest podstawą Drzewa Życia. Pierwsza przyczyna świadomości nazywa się Kether, co oznacza Koronę. Czysta energia świadomości nazywa się Chokmah, czyli Mądrość, zaś zdolność przyjmowania i nadawania formy nazywa się Binah, co się tłumaczy czasem jako Rozumienie, czasem jako Inteligencję. Wynikiem interakcji pomiędzy formą i siłą jest świat fizyczny, zwany Malkuth, czyli Królestwo. Ta czwórca jest kabalistycznym przedstawieniem Boga-Poznawalnego, w tym sensie, że jest najprostszym przedstawieniem aspektów Boga, które możemy pojąć; kabała zawiera w sobie też pojęcie Boga-Niepoznawalnego, które wykracza poza wykres i jest zwane En Soph. O En Soph niewiele da się powiedzieć, więc zostawmy to na później. Bóg-Poznawalny ma cztery aspekty, dwa męskie i dwa żeńskie. Kether i Chokmah są przedstawiane jako męskie, a Malkuth i Binah jako żeńskie. Jednym z tytułów Chokmah jest Abba, co oznacza "ojciec", a jednym z tytułów Binah jest Aima, co oznacza "matka". Można więc myśleć o Chokmah jako o Bogu-Ojcu, a o Binah jako o Bogu-Matce. Malkuth jest córką, żeńskim duchem Boga-Pod-Postacią-Materii, i nie będzie przesadą utożsamić ją z Matką Ziemią. Jedną z godnych zauważenia rzeczy dotyczących kabały jest to, że daje równą pozycję aspektom męskim i żeńskim. A gdzie jest Bóg-Syn? Czy jest w kabale też Bóg-Syn? Tak, w miejscu, w którym kabała podejmuje ważny problem ciebie i mnie. Rys. 2 jest modelem świadomości, lecz nie samoświadomości, a jej dodanie pozwoli nam ujrzeć nowe aspekty Drzewa. Samoświadomość jest lustrem, w którym świadomość widzi swoje własne odbicie. Samoświadomość znajduje swoje miejsce w Drzewie poprzez uczynienie kopii rys. 2:

Rys. 3 jest rys. 2 odbitym przez samoświadomość. Końcowym efektem samoświadomości jest dodanie do Drzewa dodatkowej warstwy:

Rys. 2 nazywa się czasem "ogrodem Eden", ponieważ ukazuje pierwotny stan świadomości. Skutkiem samoświadomości jest rozdzielenie pierwotnej świadomości (Kether) i świata materii (Malkuth). Nazywa się to Upadkiem, opisanym w historii Adama i Ewy. Z kabalistycznego punktu widzenia mit ten ma wielkie znaczenie dla zrozumienia rozwoju świadomości. Samoświadomość wprowadza cztery nowe stany: świadomość świadomości nazywa się Tiferet, co oznacza Piękno; Świadomość siły bądź energii nazywa się Netzach, co oznacza Zwycięstwo; świadomość formy nazywa się Hod, co oznacza Chwałę, a świadomość materii nazywa się Jesod, co oznacza podstawę. Te cztery stany mają swoje manifestacje, jak to pokazano na rys. 5:

Rys. 4 jest prawie kompletnym Drzewem Życia, lecz brakuje w nim jeszcze dwóch stanów. Wrodzona zdolność świadomości do przyjmowania struktury i obiektywizowania się, (Binah, Bóg-Matka) odbija się w samoświadomości jako percepcja ograniczoności rzeczy. Jesteśmy świadomi czasu i przestrzeni, wczoraj i dziś, tam i tu, ciebie i mnie, w środku i na zewnątrz, życia i śmierci, całego i potłuczonego, złączenia i rozdzielenia. Widzimy rzeczy jako ograniczone i związane i pojmujemy formę jako coś stwarzanego i niszczonego. Mój samochód został zbudowany rok temu, ale rozbił się wczoraj. Napisałem esej, ale straciłem go, gdy zepsuł się komputer. Moja babcia nie żyje. Rzeka zmieniła swój bieg. Prawo zostało zniesione. Stłukłem filiżankę. Świat zmienia się i tego, co było wczoraj, nie ma dziś. To spostrzeżenie działa jak przesłona między czwórcą świadomości reprezentującą Boga, a czwórcą reprezentującą ludzką samoświadomość, i reprezentują ją dwa nowe stany. Stan reprezentujący tworzenie nazywa się Chesed, co oznacza Miłosierdzie, zaś stan oznaczający niszczenie form nazywa się Gewurah, co oznacza Siłę. Jest to ukazane na rys.6. Obiektywizacja formy, jaka zachodzi w samoświadomym stworzeniu, i następująca wskutek tego tendencja do postrzegania świata w kategoriach dualizmów i ograniczeń (czas i przestrzeń, tu i tam, ty i ja, Bóg i Człowiek, dobro i zło...) tworzy barierę percepcji, którą niewielu potrafi przekroczyć, i z tego powodu nazwano ją Otchłanią. Otchłań jest również zaznaczona na rys. 6.

Wykres z rys. 6 jest Drzewem Życia. "Konstrukcyjne" podejście, jakie przyjąłem, może się wydawać odrobinę niespotykane, choć esencję mojego toku myślowego można odnaleźć w Zoharze pod przebraniem, jako idee Macroprosopusa i Microprosopusa, choć w tamtej formie jest ona niedostępna dla przeciętnego czytelnika. Drzewo składa się z 10 stanów lub sefirotów (po hebrajsku - liczba mnoga sefirot, liczba pojedyncza: sefira) i 22 łączących je i przecinających się nawzajem ścieżek. Wiek tego wykresu jest nieznany; w XIII-wiecznym "Sepher ha Zohar" można znaleźć wystarczająco wiele informacji, by go skonstruować, a doktrynę sefirotów przypisuje się Izaakowi Ślepemu, żyjącemu w XIIw., lecz nie mamy pewności co do jej pochodzenia. Prawdopodobnie wykrystalizowała się między szóstym a trzynastym wiekiem. Pochodzenie słowa "sefira" też jest niejasne; prawdopodobnie powstało z hebrajskiego słowa "liczba" - "SFR", ale przypisywano mu też związki z greckim słowem oznaczającym kulę (sferę), a nawet hebrajskim słowem "szafir" - "SFIR". Ze swoją słynną skłonnością do doszukiwania się wszędzie ukrytych znaczeń, kabaliści uznają wszystkie trzy wyjaśnienia za mające w sobie ziarno prawdy, więc każdy może sobie wybrać najodpowiedniejsze dla siebie. U wczesnych kabalistów sefiroty przedstawiały dziesięć pierwotnych emanacji Boga, dziesięć kanałów, przez które energia ukrytego, niepoznawalnego i wszechpotężnego bóstwa (En Soph) przepływała przez Stworzenie, niczym białe światło przechodzące przez pryzmat. Sefiroty można interpretować jako aspekty Boga, stany świadomości, lub centra energetyczne ludzkiego ciała podobne do czakr. Na koniec zostawiłem ważny szczegół Drzewa - otóż jest jedenaste "coś", co zdecydowanie nie jest sefirotem, lecz często się ukazuje na współczesnych wyobrażeniach Drzewa. Kabalistyczne wytłumaczenie dla tego jest następujące: Kiedy Malkuth "spadło" z ogrodu Eden (rys. 2), zostawiło za sobą "dziurę" w strukturze Drzewa, a dziura ta, znajdująca się w środku Otchłani, nazywa się Daath, czyli Wiedza. Daath nie jest sefirotem, jest dziurą, jakkolwiek by to nie brzmiało (wszak jest to tylko metafora). Pełne Drzewo Życia wraz z hebrajskimi nazwami sefirotów jest pokazane na rys. 7:

Z historycznego punktu widzenia doktryna emanacji i Drzewa Życia jest tylko małą częścią kabalistycznych spekulacji o naturze boskości i o naszym udziale w stworzeniu, lecz jest to część, która przetrwała. W dwudziestym wieku, Drzewo wciąż jest stosowane, bo okazało się być użytecznym i potężnym narzędziem praktyk magicznych, religijnych i mistycznych. Współczesna kabała zachodnia zajmuje się głównie zrozumieniem i praktycznym zastosowaniem Drzewa Życia, zaś my w następnej kolejności zajmiemy się bardziej szczegółowo każdym z sefirotów, zanim przejdziemy do głębszej analizy struktury Drzewa.
Napisał: Colin Low
Tłumaczenie: Lilith Black Moon
hcąc praktykować magię, trzeba zachować szczególna ostrożność. Zanim, więc przejdziemy do praktycznych zastosowań, najpierw powinniśmy się zapoznać z zasadami bezpieczeństwa. Myślę, że lepiej dwa razy ostrzec, zanim się zrobi cokolwiek niebezpiecznego, aniżeli później parać się z kłopotami wynikłymi z nieodpowiedzialnego posługiwania się rzeczami, o których nie mieliśmy wcześniej zielonego pojęcia.
Znanych jest wiele przypadków ludzi pragnących dzięki magii osiągnąć bogactwo, miłość, władzę. Powiedzmy sobie, że jest to możliwe dla osoby, która potrafi zapanować nad sobą, ale zapewniam was, że takich osób jest naprawdę niewiele, a wyrzeczenia, jakich one dokonują, są nie do przyjęcia dla zwykłego śmiertelnika, który nie zamierza nic zmieniać w swoim życiu. Wielu z tych, którym się wydawało, że są silni i wszechwładni i mogą zlekceważyć ostrzeżenia, dzisiaj wąchają kwiatki dwa metry pod ziemia lub mieszkają w domach bez klamek. Słyszałam o wielu przypadkach, gdzie ludzie pragnący rozwinąć się duchowo poprzez pobudzenie swych czakramów (punkty energetyczne na ciele człowieka), postępując w sposób nieodpowiedzialny, zlekceważyli zasady, którymi należy się kierować podczas takich praktyk i niestety, skończyli swój rozwój w szpitalu dla obłąkanych. Są znane przypadki, kiedy to ludzie pragnący dla zabawy wywoływać duchy, popadają w obłęd, choroby psychiczne, a często jest to związane z tak dużym stresem, że takie przypadki kończą się zgonem. Niebezpieczeństwo to jest spowodowane możliwością przywołania negatywnych sił. Jeżeli człowiek dokonujący takiego przedsięwzięcia, nie potrafi panować nad takowymi, często dochodzi do tego, że te siły "przyklejają" się do osoby, która je przywołała. Brak doświadczenia i umiejętności w kontaktach z tymi energiami, z góry skazuje ją na porażkę w konfrontacji z czymś, czego nie potrafi zrozumieć i opanować. Częstymi przypadkami takich nierozważnych posunięć raczy nas prasa, która co rusz wspomina o młodych satanistach demolujących pomniki czy odprawiających czarne msze.
Sama deklaracja człowieka oddającemu cześć złu, przyciąga do niego negatywne energie, które wcale nie muszą się manifestować w jakiś widowiskowy sposób. Częstokroć o tym, że zło kroczy wraz z takim człowiekiem, on sam dowiaduje się z listy nieszczęść, które go spotykają. Pamiętajmy, że chociaż czegoś nie widać, to nie znaczy, że to nie istnieje. Nigdzie nie jest powiedziane, że na nasze życzenie będą paradowały przed nami tabuny duchów. Jeżeli nawet się zjawią w naszym domu, to wcale nie znaczy, że muszą się nam pokazać. Obcując z siłami duchowymi powinniśmy zapamiętać pewna zasadę:
Nie polecam nikomu takich zabaw, ale wiem, że pomimo to, wiele osób i tak będzie próbowało wywoływać duchy, więc dobrze by było, gdyby jednak ograniczyły niebezpieczeństwo do minimum. Jednak najlepszym rozwiązaniem byłoby poczekać, aż nabierzemy doświadczenia i wiedzy, która pozwoli nam w bezpieczny sposób kontaktować się z siłami duchowymi. Są jednak ludzie, którzy pomimo umiłowania prawdy i Boga pragną poznawać naturę człowieka i świata, który ich otacza metodami, które wykształcili nasi przodkowie i przekazywali sobie tą tajemnice z pokolenia na pokolenie. Są ludzie, których wewnątrz dręczy niepokój nie pozwalający zapomnieć, że jest ścieżka, która wiedzie pomiędzy dobrem a złem, ścieżka wiodąca do owocu poznania z drzewa dobra i zła. Po obu stronach ścieżki czają się wszelkie pokusy na podróżnika, który ośmielił się wyruszyć w taką drogę. Podczas takiej wędrówki wielu zmienia swoje poglądy, rzeczy zmieniają swoją wartość, a ideały stają się wznioślejsze. Dla takich właśnie ludzi piszę ten tekst, aby w swej drodze nie byli zupełnie samotni, bo chociaż tak naprawdę tylko samotny "wędrowiec" może tutaj coś osiągnąć i nikt za nas nic nie zrobi, to dobrze jest mieć świadomość, że ktoś może nas wesprzeć i dopomóc radą w tej wędrówce. Magia przemienia rzeczy nie tyle w realnym świecie, co w nas samych. Używam słowa magia, ale trzeba pamiętać, że w swej czystej formie jest ona metodą doskonalenia się. Tak samo jak Joga, czy Zen.
Dzięki magii budujemy swą osobowość, szlifujemy naszego ducha i uzyskujemy wgląd w rzeczy zamknięte dla ludzi niewtajemniczonych. Nie każdy jednak czuje w sobie potrzebę wgłębiania się w tego typu tematy i to wcale nie oznacza, że jest on kimś gorszym. Nie wszyscy musimy wszystko umieć i na wszystkim się znać. Trzeba pamiętać, że w świecie obowiązuje prawo karmy (zasada akcji i reakcji), wszyscy jesteśmy w trakcie ciągłej pracy nad naszym duchem i nie koniecznie musi to być jakaś forma religijna. Bez względu na to, czy o tym wiemy, czy nie, jesteśmy częścią wielkiego procesu, w którym wszystkie części machiny świata współpracują ze sobą i oddziaływają na siebie, a to czy my w to wierzymy, czy nie, nie ma żadnego wpływu na pracę tego mechanizmu. Kto pragnie wkroczyć na ścieżki magii wcale nie potrzebuje jakiegoś specjalnego wprowadzenia, inicjacji czy tym podobnych rytuałów. Każdy, kto w swym sercu pragnie poznać tajemnice świata, a przy tym wczytuje się w teksty traktujące o tej tematyce już wykonał pierwszy krok na drodze poznania owych tajemnic. Skoro został wykonany pierwszy krok, nic nie stoi na przeszkodzie, aby pójść dalej, ale to zależy tylko od nas samych. W magii tak jak w większości dziedzin życia nic nie przychodzi samo i aby cokolwiek osiągnąć należy na to zapracować. Są, co prawda osoby, którym łatwiej przychodzą pewne rzeczy a innym trudniej. Niektóre z osób posiadają wrodzone zdolności, których inne osoby muszą się dopiero uczyć. Pomimo tych różnic każdy z nas może opanować techniki, które dadzą nam do ręki potężne narzędzie. Wiedza, odwaga, wola i milczenie są zwane czterema mocami maga. Wiedza, jest głosem wewnętrznej mądrości. Nie jest to wiedza, jaką można zdobyć w szkole a jedynie poprzez własne przeżycia i doświadczenia. Odwaga, jest głosem wewnętrznej prawdy, który prowokuje pomysły, które tworzą się w głowie, aby je zrealizować. Wola, utrzymuje Cię na drodze, którą obrałeś chroniąc przed rozterkami i pokusami, które mogą Cię odwieść od zamierzonego celu. Milczenie, nie jest umiejętnością niewypowiadania się, lecz jest to umiejętność wyciszenia hałasu umysłu, wszystkich myśli i zmartwień nieustannie krzyczących w naszych umysłach. Posiadając te podstawowe wiadomości już można zacząć praktykować jakieś formy rytuałów, które same w sobie są ćwiczeniami. Dlatego bardzo dobrze jest robić to o jednakowych porach i przynajmniej, co drugi dzień, gdyż umysł wtedy właśnie zacznie się najlepiej do tego przygotowywać.
Poświęcaj wiele czasu dziennie na pracę, pracuj codziennie. Systematyczna praca - czy to medytacyjna, czy rytualna, czy narkotyczna, jakakolwiek systematyczna praca zawsze przynosi rezultaty. Czytaj krytycznie. Jeżeli się da, nie płać za to, co czytasz, bo możesz wydać wiele pieniędzy i zgromadzić dużą bibliotekę, niczego się w rzeczywistości nie ucząc. Czytaj dużo. Pytaj dużo. Miej dużo wątpliwości. Sprawdź wiele osób z jednakowym krytycyzmem. Setki ludzi mogą twierdzić, że mają moc, wiedzę, kontakty, cokolwiek. Magowie zbyt często wdają się w dziecinną grę "Uwierzę w twoją moc, jeśli ty uwierzysz w moją". Strzeż się takiej straty czasu. Magia często wiąże się z mroczniejszymi elementami naszego społeczeństwa: bohema, kryminalistami itp. Używaj swojego rozsądku. Bądź podejrzliwy wobec tych, którzy popełniają zbrodnie dla rozrywki: tacy ludzie zazwyczaj są głupi. Szanuj ludzi, którzy popełniają zbrodnie dobrze - tacy są niebezpieczni. Magia może pozbawić cię zdrowia psychicznego. Nie ma w tym nic złego: zdrowie to jest często przeceniane, możesz równie dobrze zdecydować, że chcesz oszaleć w wybrany przez siebie sposób. To da ci więcej Mocy, lecz uważaj i nie dawaj sobie wmówić, że to złe. Szaleństwo może być potężne, zachowaj tylko środki ostrożności. Magia może zrujnować twoje życie uczuciowe, wystawiając cię na emocje potężniejsze niż cokolwiek, co znałeś dotychczas. To w porządku - po prostu daj się im ponieść. Wzruszaj ramionami na tych, którzy będą twierdzić, że namieszałeś sobie w karmie i powinieneś rzucić okultyzm. Są tacy, którzy uwielbiają to mówić - głównie dlatego, że sami nie okazali się dość silni, aby w nim wytrwać i też go musieli rzucić. Najlepsza magia to ta, którą już masz w sobie, w która wierzysz i z która się instynktownie dobrze czujesz. Możesz odkryć, że cały czas byłeś wielkim magiem, lecz traciłeś czas na eksperymentowanie z tym, co nie leży w twojej naturze tylko po to, żeby udowodnić sobie, że twoje przeczucia były słuszne.
Wiele razy próbowałam czegoś nowego, egzotycznego i cieszącego się sławą tylko po to, aby odkryć, że na mnie to nie działało, ponieważ cały czas miałam w sobie coś znacznie lepszego. Hermetyczna magia w stylu Złotego Świtu jest w porządku, lecz jest to dużo gadania i niewielkie rezultaty. Czytaj Dion Fortune, jej fantasy jest tego warte. Crowley jest stratą czasu, lecz dobrą rozrywką. Dobry styl prozy, zły styl magii. Franz Bardon jest wart uwagi, lecz często jest przeceniany. Jego prace o ewokacji są warte całych półek z książkami na temat magii chaosu, a tańsze od nich. Terry Pratchett to fantasy, lecz jego książki zawierają w sobie w rzeczywistości więcej pożytecznych instrukcji dla okultysty niż mógłbyś usłyszeć od wielu tych, którzy nazywają siebie Mistrzami. Szybciej nauczysz się magii od Pratchetta, niż np. od Petera Carrolla lub Williama Greya lub Silver Ravenwolfa. Powodzenia.
Ci, którzy zaczynają swą przygodę z magia, chcą szybkich efektów. Wydaje im się, że magia dysponuje prostymi przepisami na to, jak zrealizować pragnienia. I oczekują tych efektów w wyniku opanowania rytuałów magicznych. Magia rzeczywiście posługuję się prostymi mechanizmami, lecz warunkiem ich uruchomienia jest uwolnienie umysłu od potrzeby i pragnienia komplikowania wszystkiego. Kiedy przestajemy komplikować swoje myśli i wyobrażenia, wtedy wszystko staje się proste. Niektórzy z nostalgią wspominają te piękne czasy, gdy wszystko było jasne, proste i łatwe. A było, bo kiedy ludzie mało wiedzą, to mało komplikują. Nie znając tej zasady pewni mistrzowie magii proponują szczególnie rozbudowane rytuały, które mają przynieść rezultat pod warunkiem dokładnego i precyzyjnego ich wykonania. A nie przynoszą nic. "Wina" leży oczywiście po stronie wykonującego rytuał. Na pewno coś pominął lub czegoś zapomniał. W ten sposób można zawsze tłumaczyć naiwnym: "nauczyłem cię najwspanialszej sztuki, a ty wszystko schrzaniłeś!" Jeszcze lepszy pomysł manipulacyjnego zwalania winy za własną nieudolność na innych wygląda tak: "rytuał został wykonany prawidłowo, ale Bogowie odmówili spełnienia naszych próśb, bo wśród nas są grzesznicy". Pewnie skądś to znasz? Wśród ludzi zajmujących się magią i parapsychologią jest wielu mitomanów i ludzi przekonanych o swej nadnaturalnej mocy. Kiedy ktoś zauważa, że nie widzi jakoś efektów ich magicznych działań, odpowiadają, że to wszystko już się stało, ale w astralu. A jeśli się nie stało, to na pewno przez złośliwość innych magów. Hm, w marzeniach też mi wszystko wychodziło już od najmłodszych lat, ale nigdy nie przypuszczałabym, że w ten sposób uprawiam skuteczna magię. Dla mnie efekt musi być widzialny albo w postaci zbiegu okoliczności, albo uzdrowienia. Nie wymagam od razu materializacji, ale jest ona mile widziana. Zauważyłam, że moja obecność często sprawia, iż nagle przestają wydarzać się cuda. Kiedy wchodzę do pokoju, dowiaduję się, że właśnie przede mną uciekł mistrz duchowy, lub anioł, albo też przeszkodziłam w materializacji czegoś tam. Dziwne nieprawdaż? Że przede mną uciekają duchy i kosmici, to jeszcze rozumiem, ale istoty, do których jestem nastawiona przyjaźnie? A może żadnych cudów nie było, tylko fantazja kogoś poniosła? Tego nie jestem w stanie sprawdzić. Jeśli uwierzę relacjom, to na pewno będę musiała uwierzyć, że uniemożliwiam zachodzenie cudów. Tym niemniej ludzie w mojej obecności wyginali łyżeczki siłą koncentracji. Więc nie zawsze stwarzam przeszkody. A ponadto bywałam świadkiem, a czasami sprawcą, realnych cudownych uzdrowień. Fantazja często ponosi osoby zainteresowane sprawami dziwnymi, niecodziennymi. Nie zawsze jednak ma to coś wspólnego z magią. Raczej służy dowartościowaniu się. Fantazja może jednak mieć na maga korzystny wpływ. Im więcej jest w stanie sobie wyobrazić, tym więcej może osiągnąć. Ale musi mieć pewność, że tego chce. Z wyobraźnią jest różnie, a to przecież ona decyduje o ostatecznych efektach posługiwania się magią. Prowadziłam zajęcia, choć nie podam jakie, brali w nich udział ludzie, którzy byli przekonani, że maja wysoką samoocenę (to znaczy: "kim to ja nie jestem, a inni mogą mi naskoczyć"). Rozdymała ich pycha. A co naprawdę sobą reprezentowali? Jeden z nich założył się ze mną o samochód, że w 2007 roku wojna światowa zniszczy cała Ziemię z wyjątkiem Australii, jednak chyba stracił moc magiczną, bo o wywiązaniu się z zakładu zapomniał. Drugi potrafił zmanipulować prawie każdą dziewczynę, żeby z nim poszła do łóżka. Tych kilku, które tego nie zrobiły, bał się. No i nie lubił mnie, bo to podobno ja mu zepsułam zabawę. Inni "wielcy" magowie z owej szkoły przekonawszy się, że myśli mają moc, zaczęli kreować sobie sytuacje w rodzaju: "zasługuję na niewymagających nauczycieli", czy: "jestem niewidzialny dla kanarów". Mieli tak wysoką samoocenę, że nie przyszło im do głowy, by uczyć się u kompetentnych nauczycieli, czy mieć wystarczająco dużo pieniędzy, by było ich stać na płacenie za przejazd. Zarabianie czy uczciwe uczenie się wydawało im się zajęciem ponad siły. Wielu przykłada wagę do rytuałów magicznych. Usiłują je opanować i dokładnie zapamiętać, by odtwarzać je w odpowiednim czasie i z odpowiednia intencją (nie zastanawiając się nad ich jakością). Wyobraź sobie, że na pustyni przykucnął starszy człowiek. Trzyma w ręku dwa patyczki i kieruje je w taki sposób, by ich cień padł na suchą ściółkę. Po chwili ściółka się zapala. Otaczający maga uczniowie są pełni podziwu dla jego mocy. Kiedy pyta ich, w jaki sposób dokonał podpalenia ściółki, każdy z uczniów wyraża opinię, że moc kryje się albo w patykach, albo w promieniu słońca, który został przez patyki nakierowany na łatwopalny materiał. Tylko mistrz wie, że dokonał tego mocą swego skoncentrowanego umysłu. Kahuni - Strażnicy Huny doskonale orientowali się, jaka jest różnica między mocą rytuału, a mocą umysłu. Większość początkujących, a nawet część zaawansowanych magów jest przekonanych, że najważniejszy dla powodzenia ich zabiegów jest rytuał. Stanowisko Huny jest w tym względzie inne. Otóż Kahuni wykorzystywali rytuały doskonale orientując się, że podświadomość (Niższe ja) lubi to, co niezwykłe i tajemnicze. Wtedy chętnie się angażuje. Jednak zdawali sobie sprawę z tego, że tak naprawdę mocą dysponuje umysł. Rytuał miał ją tylko wydobyć z ukrycia. Podobno na wszystkich, którzy rozpowszechniają wiedzę o Hunie, została nałożona straszna klątwa. Niektórzy wierzą w jej moc i tracą szansę na zajęcie się czymś wspaniałym. Inni wierzą raczej w moc ochronną Wyższego ja, do której nauczyli się odwoływać. Którzy z nich maja rację? Odpowiedź jest jasna: ci, którzy mają wyniki. Kryterium prawdy bowiem jest praktyka. Jeśli coś nie przynosi skutków, to znaczy, że nie działa, a więc jest nie prawdziwe! Wiele razy przekonałam się, że jeśli czegoś chcę i jestem do tego przekonana, to otrzymuję to, bądź uzyskuję w sposób, który jest niezwykle łatwy. I nie ma takiej siły w niebie i na Ziemi, która mogłaby się temu przeciwstawić. W związku z tym nie potrzebuję żadnych rytuałów i praktyk ani aktywujących, ani zabezpieczających. Nie należy traktować protez jako kończyn. Twórczej mocy umysłu nie zastąpi żaden rytuał. Rytuały pomagają skupić się, uwierzyć, skoncentrować, zachęcić podświadomość. Ale to nie w nich jest zaklęta moc. Moc tkwi w koncentracji umysłu. I to wszystko. Takie to mało tajemnicze i wzniosłe... Ale, ale... Okazuje się, że rytuały wywołują często oddźwięk w świecie astralnym, czyli wpływają na duchy. Dlatego z powodzeniem odwołują się do nich egzorcyści, których zadaniem jest przekonać te właśnie duchy, kto tu rządzi i czego od nich wymaga. Ta ocena wynika z faktu, że tym praktykom towarzyszą określone wibracje. Białej - jasne, a czarnej - mroczne. Uprawianie czarnej magii wynika z braku pozytywnych wyobrażeń. Zawsze kryje się za nim niska samoocena manifestująca się np. dobrze skrywanym poczuciem zagrożenia i przekonaniem, że życie to walka. Prawda jest, że człowiek, który walczy, prowadzi walkę tylko ze swymi ograniczeniami i słabościami. Inni, owszem, załapują się na to jako na dogranie intencji, ale nie zmienia to istoty rzeczy. Jako przykład człowieka posługującego się skutecznie czarną magią przywołuje się Rasputina. Wielu mu zazdrości sukcesów, kobiet, sławy... Również A. Crowley ma swoich wielbicieli. Przypatrzmy się dziełom ich życia. I największemu dziełu, którym dla nich obu okazała się śmierć w hańbie. Mieli kobiety, alkohol, narkotyki. Ale czy któryś z nich osiągnął spełnienie? Czy tylko wykreował sobie piekło tu, na Ziemi? Efektowne, podniecające i atrakcyjne, ale jednak piekło? O efektach uzdrowicielskich praktyk opartych na czarnej magii nie będę wspominać, bo to żenujące. Kończy się uzależnieniem "uzdrawianej" osoby od uzdrowiciela. A ponadto... każdy, kto zajmuje się czarną magia, jest przekonany, że musi walczyć z konkurencją, bo, ALBO JESTEŚ NAJLEPSZY, ALBO JESTEŚ SŁUGĄ SILNIEJSZYCH. Czy ktoś mając taki system wartości może czegoś mądrego nauczyć swoich uczniów? Właśnie tacy ludzie walcząc z urojonym zagrożeniem ze strony konkurencji, usiłują ją stłumić w zarodku, by zostać najlepszymi. Powiedzmy, że na język zwykłych ludzi przekłada się to na gry w rodzaju: "Może nie jestem najlepszy, ale ty na pewno jesteś gorszy ode mnie", "Może nie jestem mądry, ale ty na pewno jesteś głupszy ode mnie". Tak wychowuje się dzieci w wielu polskich rodzinach. Nazywa się to wpajaniem szacunku dla starszych i mądrzejszych. Czy to jest wysoka samoocena? Ja wiem, że nikt nie może być lepszy ode mnie. Owszem, może robić coś lepiej. Może na czymś lepiej ode mnie się znać. Ale nie może być lepszy. Nie może, ponieważ jestem jedyny i niepowtarzalny. Nie mam więc powodu nikogo małpować ani nikomu zazdrościć. Nie ma nikogo, kto mógłby ze mną konkurować. Bo nikt nie jest tak samo unikalny, jak ja. Nie piszę tego po to, żeby się reklamować, ale po to, żeby dać przykład właściwego myślenia. Właściwe myślenie zakłada, że i ja nie jestem lepszy od kogokolwiek! Właściwe myślenie jest sprzeczne ze wszystkim, do czego większość z nas przyzwyczajała się od dzieciństwa. Ten, kto otwarty jest na miłość, na intuicję, kto wie, że stwarzamy wszystko poprzez myśli i wyobrażenia, ten pracuje nad podnoszeniem jakości swych myśli i wyobrażeń. Nie u innych, a u siebie. I po jakimś czasie stwierdza, że temu procesowi podnoszenia jakości prawie nie ma końca! To rozbudza wyobraźnię. Wypełnia ją wspaniałymi, unikalnymi inspiracjami. A skoncentrowana wyobraźnia decyduje o tym, co się dzieje w naszym życiu. Nasze życie wygląda tak, jak je sobie wyobrażamy. Nieprawda? Niemożliwe? Przecież ty dobrze wiesz, jakie jest życie! I nikt ci takiego kitu nie wciśnie! No właśnie. Tu dałeś się ponieść chorej wyobraźni. Nie tej, która od święta nazywasz wyobraźnia, kiedy nagle świadomie zacząłeś się zastanawiać nad tym, co byś chciał, ale tej, którą pasiesz w każdej chwili życia, w każdej rozmowie, z każdym obejrzanym filmem itp. Tych chwil i wyobrażeń większość ludzi w ogóle nie jest świadoma. Nawet nie wiedzą, że one mają coś wspólnego z wyobraźnia! A potem przeżywają zdziwienie, że to, czego się obawiali, i przed czym chcieli się ochronić, dopadło ich. A miało być inaczej. A jak mogło być inaczej, jeśli wyobraźnia cały czas mówiła: "takie jest życie".
Napisała: Lilith Black Moon
↑Do góry↑
Jestem jedną z nielicznych szeptunek zamieszkujących Polskę. Głównie zajmuje się zielarstwem, rytuałami, tarotem i kabałą. Ponadto czynnie udzielam się jako ekspert na portalu www.wieszjak.pl. Tutaj możesz obejrzeć moją wizytówkę zamieszczoną w wyżej wymienionym serwisie, a w dziale "artykuły" można znaleźć odnośniki do moich artykułów zamieszconych na wyżej wymienionej stronie.

Oferta
Więcej ogloszeń i aktualności znajdziesz TUTAJ.